Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies? ROZUMIEM
Co lubię w Sydney? – Karolina Zawiasa
Po siódme - nie kradnij :-)

Co lubię w Sydney?

Ostatnio pisałam o tym za czym tęsknie przebywając w Australii. Dla równowagi postanowiłam skupić się na rzeczach, które ułatwiają życie tutaj. Nie będę po raz kolejny rozpisywać się o życzliwości, palmach i koalach, ale skoncentruję się na bardziej przyziemnych sprawach.

- suszenie prania – w zasadzie już z pralki wyciągasz je suche. Po rozwieszeniu w ogrodzie jest gotowe do prasowania po jakiś 5 minutach (włącznie ze spodniami, pościelą etc), cóż za oszczędność czasu ! :-)

- natychmiastowa gotowość do wyjścia – kiedy znajomi krzykną, że idziemy na piwo nie musisz zastanawiać się co na siebie włożyć, w co się przebrać, jaka jest teraz pogoda. Po prostu chwytasz za torebkę i wychodzisz (no chyba że jesteś tylko w górze od piżamy ;-)) Panująca tu aura i dowolność w doborze wyjściowych strojów gwarantują ci możliwość wyruszenia na drugi koniec kraju w ciuchach jakie masz właśnie na sobie.

- możliwość picia kranówy – woda jest tu czysta jak zadek niemowlęcia (wykluczmy sytuację zrobienia kupy ;-)) Bez obaw możesz zatem pić bezpośrednio z kranu (no chyba, że w twoim zlewie właśnie relaksuje się wielki pająk). Rozmieszczone w całym mieście ujęcia wody również nie pozwolą ci zejść z odwodnienia.

- brak smogu – nie mierzymy zanieczyszczenia powietrza, nie kupujemy filtrów i nie szukamy maseczek. Mamy za to dziurę ozonową – coś za coś.

- ASIA FOOD ! – możliwość zakupu czegoś skośnego na każdym kroku. Jeśli jesteś fanem kuchni azjatyckiej tak jak ja, przyjeżdżając tu trafiasz do raju. Dopada cię mały głód? Kupujesz sushi rolls, masz ochotę na coś większego? Wpadasz do China, Thai albo Vietnam Town i pałaszujesz coś co wyszło bezpośrednio spod małych skośnych rączek :-) a nie jest tylko wyuczonym przepisem z książki.

Podziel się opinią