Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies? ROZUMIEM
Człowiek człowiekowi człowiekiem – Karolina Zawiasa
Po siódme - nie kradnij :-)

Człowiek człowiekowi człowiekiem

Mamy godzinę 2 w nocy. Australia Day dobiegł końca, chociaż patrząc na ruch i gwar na ulicach chyba tylko w teorii :-) Właśnie mija kolejny tydzień mojego wywrotu do góry nogami (dosłownie i w przenośni), zatem pora na krótkie podsumowanie.

Znajduję się w swojego rodzaju czyśćcu. Już nie jestem całkowitym nowicjuszem, który z otwartą z zachwytu gębą krąży po okolicy, z drugiej strony do bycia lokalsem brakuje mi pewnie jakiegoś roku stażu :-) Postanowiłam więc nie skupiać się na momencie życia, w którym się teraz znajduję  a raczej cieszyć się miejscem w jakim jest mi dane przebywać. A cieszyć się zdecydowanie jest z czego ! I nie mam tu tylko na myśli okoliczności przyrody.

Wiele słyszałam o gościnności i sympatycznym usposobieniu Australijczyków (rdzennych i napływowych), ale rzeczywistość przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Jestem w miejscu, w którym człowiek człowiekowi człowiekiem. Tylko tyle i aż tyle !

Tu nie ma lepszych i gorszych. Nie ważne czy jesteś biały, czy jesteś Azjatą czy Afroamerykaninem, czy pracujesz jako dyrektor czy sprzątaczka, nie ważne jak wyglądasz, jakie masz poglądy i jakiej jesteś orientacji. Tu wszyscy są równi. Na każdym kroku możesz liczyć na uśmiech, pomoc i dobre słowo. Pozytywnym nastawieniem przesiąkasz tak szybko jak smrodem kebabu w podziemiach dworca zachodniego (wiem co mówię !). Na porządku dziennym jest to, że ktoś nieznajomy cię zaczepia, komplementuje lub wysyła uśmiech. Na ulicach stoją ludzie z karteczkami „free hugs” – i nie brakuje chętnych do przytulania … sama się skusiłam ! :-)

Ulice rozbrzmiewają śmiechem, muzyką a wokół czuć pozytywną energię. Nawet kawa lepiej smakuje, jogging jest łatwiejszy a  tyłek chudnie szybciej. Jak mi jeszcze cycki zaczną rosnąć to na bank nie wracam :-)

Poznaję ludzi z całego świata i wszyscy mają takie samo zdanie o Australii. Co więcej, sami są tacy. Ciekawe czy to tutejszy klimat tak wpływa na osobowość czy po prostu przyjezdni selekcjonowani są pod kątem zajebistości – tylko ci najfajniejsi przekraczają granicę. Nic dziwnego, że się dostałam :-)

Wczoraj zdałam sobie sprawę, że moim jedynym problemem jest wybór pomiędzy sushi rolls z tuńczykiem albo łososiem. Nie mam innych ! W wiadomościach nie oglądam informacji o korupcjach, marszach i Escobarach.

Dziwny kraj ! Jeszcze za życia przyszło mi żyć w raju :-)

Podziel się opinią