Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies? ROZUMIEM
Freelancer – wolny zawód czy wolontariat? – Karolina Zawiasa
Po siódme - nie kradnij :-)

Freelancer – wolny zawód czy wolontariat?

Karo, napiszesz mi krótki tekst? Dałabyś radę zrobić mi grafikę? Wiesz taką prostą…

Podobne prośby raz po raz pojawiały się w okienkach mojego Messengera. Fajnie ! - myślisz. Ludziom podoba się to co tworzysz. Miłe połechtanie próżnego ego, jednak po pewnym czasie zauważasz drugą stronę medalu. Zwłaszcza kiedy tych próśb jest coraz więcej.

W wolnej chwili zajmuję się freelancerką. Zasada jest prosta, ktoś zamawia usługę (tekst, grafikę, kampanię) i za nią płaci, ja wykonuję ją najlepiej jak potrafię i zaksięgowuję pieniądze na swoim koncie. Proste? Niby tak, ale nie do końca. Schody zaczynają się w momencie, kiedy w grę wchodzą przysługi „po znajomości”.

Argumenty są przeróżne.

  1. Zajmie Ci to tylko chwilkę – może faktycznie napisanie pół strony tekstu nie oznacza wyjęcia trzech dni z życiorysu, ale wyobraźmy sobie sytuację, w której marketingowiec z Apartu dzwoni do Anki Rubik i mówi „Weź nie wygłupiaj się z tą kasą. Cykniemy Ci 3 foty w ciągu 10 min i po sprawie. Wyrobisz się między myciem zębów a poranną kawą.” … porównanie do Ani, wiem bezczelna jestem :-) Poza tym w ciągu tych kilku minut mogłabym podelektować się ukochanym Santaną, leżąc bezczynnie na leżaku
  2. Przecież ty to lubisz robić – pewnie, że lubię ! Podobnie jak Ed Sheeran, grać na gitarze, ale to nie oznacza, będzie to robić za darmo.(przynajmniej teraz).

Zastanawiam się dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć, że to moja praca. Może nie jadę rano do biura, nie stoję za ladą i nie pakuję moich tekstów w pudełka, wysyłając je kurierem do klientów, ale jest to zajęcie jak każde inne. Poświęcam swój czas, wiedzę. Uczę się, praktykuję i inwestuję w siebie, żeby być coraz lepszą.

Wolne zawody to jednak taka trochę wolna amerykanka na rynku usług. Ludzie nie mają problemu, żeby poprosić znajomego, który jest muzykiem, fotografem, grafikiem o darmową przysługę.

Zrozum, co prawda nie mamy kasy, ale będziesz to miał w portfolio.” Świetnie! Za 1/3 tego tego portfolio zapłacę rachunki, pozostałą część zainwestuję na giełdzie.

Dlaczego podobne propozycje nie pojawiają się np. w stosunku do sprzedawców? „Wiesz, jedna bluzka Cię nie zbawi. Masz ich tyle w sklepie a kiedy ktoś spyta skąd ją mam powiem, że tu kupiłam. Będzie darmowa reklama”

Spotkaliście się z podobną sytuacją? Bo ja nie.

Sama mam wielu znajomych freelancerów, ludzi posiadających własne biznesy i świadczących usługi na własny rachunek. Chyba nie zdarzyło mi się skorzystać „po znajomości”. W przypadku, kiedy na pytanie „za ile?” usłyszę „nie wygłupiaj się” pewnie, że skorzystam. Jeśli natomiast padnie konkretna kwota nie obrócę się obrażona na pięcie.

Oczywiście są wyjątki, kiedy działam w barterze na zasadzie ja tobie korektę tekstu ty mi…. (tutaj może pojawić się długa lista). Jasne, że od przyjaciela który niejednokrotnie mi pomógł nie wezmę pieniędzy za 4 wersy tekstu, ale poza tym nie widzę powodu dla którego miałabym się bawić w wolontariat.

Zastanawiam się, jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie?