Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies? ROZUMIEM
Jetlag to morderca! Czyli moje pierwsze chwile w Sydney :-) – Karolina Zawiasa
Po siódme - nie kradnij :-)

Jetlag to morderca! Czyli moje pierwsze chwile w Sydney :-)

Dzień dobry :-) Mamy godzinę dziewiątą rano. Niby piękny, gorący poranek, za oknem śpiewają* (? - o tym za chwilę) ptaki a ja mam ochotę wyciągnąć sobie ślepą kiszkę uchem! Jetlag to morderca! :-) Nie śpię chyba od momentu mojego przyjazdu do Wawy a głowę rozsadza mi tak, że ból skroni rozprzestrzenia mi się nawet gdzieś w okolice pachwiny.

W związku z powyższym ten wpis z pewnością będzie daleki od jakiegokolwiek ładu i składu, ale spróbuję tak na gorąco opisać moje wrażenia po przylocie.

27 godzin w podróży polecam każdemu sadomasochiście amatorowi. Co prawda wbrew przewidywaniom nie trafił mi się żaden śmierdzący potem ani chrapiący współpasażer, jednak warunki dalekie od SPA.

Na szczęście podróż przebiegła bez żadnych przygód. Nie zgubili mi bagażu, co ważne ja sama też mogę wystawić sobie 5+ za orientację w terenie a krótki czas na przesiadki nie generował żadnego pośpiechu. Co więcej w Hong Kongu poczułam się trochę jak na lotnisku w Radomiu – przejście z hali przylotów do kolejnego terminala zajęło mi jakieś 5 min (i gdzie ten wielki świat? :-))

Po przylocie do Sydney od razu czuć, że to trochę inna rzeczywistość i to dosłownie. Moje przepocone i spuchnięte od przyjmowania dziwnych pozycji w samolocie ciało uderzyła bryza ciepłego tropikalnego powietrza. W mózgu od razu uaktywniają się synapsy, wysyłając sygnały typu: tropiki, wakacje, słońce. O ile w hipermarketach rozpylają zapachy świeżego chleba zachęcające do kolejnych zakupów, na tutejszym lotnisku ktoś wpadł na pomysł, żeby pachniało … kurcze, nawet nie wiem czym. Jeśli radość, wolność i dobre samopoczucie miałyby zapach to z pewnością taki jak tam :-)

Szybko przekonałam się jak demonizowane są tutejsze służby celne. Nie wwoź żadnej bakterii, produktów pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Zadeklaruj że masz nawet dziurę w zębie, w której mogło zagnieździć się jedzenie z Twojego kraju, bo inaczej spalą Cię na stosie albo bardziej cywilizacyjnie podsmażą na krześle elektrycznym. Nic bardziej mylnego! Przyznałam się co mam ze sobą „nielegalnego” a sympatyczna Pani z kontroli celnej po prostu przyjęła to do wiadomości. Nikt nawet nie raczył sprawdzać co tam szmugluję w bagażu … a szmuglować powinnam przede wszystkim fajki. Paczka papierosów kosztuje w przeliczeniu na PLN … 90 zł !!!! Nic bardziej motywującego do rzucenia :-)

Transfer z lotniska miałam zapewniony. Sympatyczna Brazylijka zapowiedziała mi, że czuje że podbiję Sydney (dobra wróżba nie jest zła a dziewczyna zna się na ludziach ;-)).

Mieszkanie dzielę z 3 innymi osobami: Masa z Japonii, "Dzi” z Brazylii i Renata z Sao Paulo. Wszyscy bardzo otwarci i sympatyczni. Jeden z kolegów nakarmił mnie swoim spaghetti ja w podzięce ku jego uciesze poczęstowałam go fajkami, które jak wspominałam są towarem dość luksusowym :-) Za sąsiada podobno mam Polaka. Kolegi jeszcze nie poznałam, ale nadrobię.

Wczoraj wydawało mi się, że kiedy tylko moja głowa dotknie poduszki zasnę na kolejny tydzień. Nic bardziej mylnego ! Co prawda zasnęłam błyskawicznie, jednak obudziłam się już po jakiś 3 godzinach – totalnie nieprzytomna. Zmuszając się przymknęłam jeszcze oko, ale o świcie obudziły mnie jakieś lokalne ptaszyny – sądząc po odgłosach będących miksem piszczącej psiej zabawki i duszonego hipopotama pewnie to jakieś większe sztuki.

Pozostając w Waszym ulubionym temacie lokalnej fauny i flory – nie ! póki co nie zeżarło mnie żadne lokalne zwierzę, nawet krokodyl z klozetu nie wyszedł :-)

Póki co zmykam na pierwsze zakupy, przy okazji dokonam rozpoznania terenu i pewnie cyknę jakieś fotki.

Dzień dobry, dobranoc i do następnego wpisu

Podziel się opinią