Po siódme - nie kradnij :-)

Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna

Kolejny krok za mną ! Byłam dziś na pierwszej w mojej karierze australijskiej rozmowie kwalifikacyjnej ! Zaczęłam z grubej rury – agencja eventowa. Jak fantastyczna albo beznadziejna bym nie była, już wiem, że na pewno nie dostanę tej pracy (full time job na który nie mogę sobie pozwolić ze względu na szkołę) ale doświadczenie przednie ! I fakt, że po 2 dniach od wysłania CV ktoś się odezwał napawa optymizmem na przyszłość.

Pewnie nie zaskoczę nikogo jeśli powiem, że rekruterka okazała się być przesympatyczną osobą. W Polsce zaliczyłam kilka rozmów i była to przyjemność na poziomie wyciskania kamieni przez cewkę moczową. Tu zupełnie inaczej. Luźna pogawędka o moim doświadczeniu, sprawdzenie kilku informacji zawartych w CV, oczywiście dyskusja na temat zimy w Polsce :-) I poczucie, że ktoś szanuje Ciebie i Twój czas i naprawdę jest zainteresowany tym co masz do powiedzenia.

Uprzedzając pytania. Powoli rozglądam się w różnych miejscach i branżach. Nie widzę problemu, żeby zasiąść za biurkiem, albo biegać z tacą w knajpie. Zwłaszcza, że nawet jako kelnerka na pół etatu mogłabym zarobić dużo więcej niż w Polsce jako Specjalista od tego owego i tamtego. Witamy w cywilizowanym świecie ! :-) Praca z zakresu office ma jednak tą przewagę nad hospitality, że łatwiej w niej o sponsoring. Brzmi podejrzanie, ale takie nie jest :-) To możliwość uzyskania od pracodawcy gwarancji, że zatrudni cię na dłuższy okres, dzięki czemu możesz starać się o wizę pracowniczą.

Dziś właściwie cały dzień upłynął mi po znakiem pracy. Kiedy wracałam do domu wstąpiłam na kawę do jednej z knajpek w pobliżu Opery. Przypadkowo zgadałam się z pracującą tam dziewczyną, która podrzuciła mi kilka praktycznych rad dotyczących miejscowych zwyczajów w kwestii zatrudnienia, pisania CV (zasady tworzenia dobrego CV i generalnie poszukiwania pracy są tu inne niż w Polsce, ale może o tym kiedy indziej) etc. Chwilę później w 7 eleven (miejscowej Żabce) już dyskutowałam ze sprzedawcą o kilku ofertach pracy.

Tu ludzie naprawdę lubią sobie pomagać bezinteresownie ! Jak to mówią, kiedy w Polsce kupisz sobie malucha sąsiad ma nadzieję, że Ci go ukradną. Tutaj nie dość że pomoże zreperować to jeszcze przyniesie swojego Wunderbauma !

Podziel się opinią