Po siódme - nie kradnij :-)

Wspomnienia z podróży

Przygotowania, pamiętnik, poradnik, zdjęcia i wszystko to, co związane jest z moim pobytem w krainie kangurów. Cel: rozbudowanie tego działu do Around the world.

Warszawa vs Sydney 1:0, czyli DLACZEGO ?

Jak mawia przysłowie „wszystko co dobre szybko się kończy”. W tym wypadku o końcu zdecydowałam ja sama. Ponieważ od chwili powrotu do Polski odpowiadam w zasadzie tylko na jedno pytanie ”DLACZEGO?”, teraz kiedy udało mi się nareszcie pokonać jetlag kilka słów o tym, co skłoniło mnie do powrotu nad Wisłę.

Bondi to Coogee Coastal Walk [Fotorelacja]

O tym, że Sydney zachwyca nie muszę chyba nikogo przekonywać. Miasto i jego okolice oferują pełen wachlarz zapierających dech w piersiach przeżyć, wycieczek i widoków. Jedną z najpopularniejszych propozycji dla wszystkich pragnących odkryć uroki tego miejsca jest spacer pomiędzy plażami Bondi i Coogee.

Sydney „od kuchni”

Każdy, kto mnie dobrze zna doskonale wie, że uwielbiam golonkę, spaghetti, pierogi i śledzie, makowce i bombonierki … pod warunkiem, że są zrobione z serka wiejskiego ! 🙂 Przeprowadzone przed moim wyjazdem rozeznanie rynku spowodowało u mnie przyspieszone bicie serca, albowiem okazało się, że po drugiej stronie świata serek wiejski występuje w przyrodzie równie często, jak inteligentny poseł w PiS, znaczy się trudno uraczyć.

Moje miejsca w Sydney. Gdzie wypoczywam?

Dziś mija drugi miesiąc mojego pobytu w Sydney. Siłą rzeczy znalazłam tu kilka „moich miejsc”: ulubioną knajpę, kawiarnię, sklep itd. Kilka dni temu mój znajomy zaproponował, abym je pokrótce opisała. Tak narodził się pomysł stworzenia cyklicznych materiałów o tajemniczym, zaskakującym i niczego nie sugerującym tytule „Moje miejsca w Sydney” 🙂

Australijska codzienność

Właśnie zdałam sobie sprawę, że minął miesiąc od mojego ostatniego wpisu. Obiecałam sobie regularne aktualizacje, jednak moje milczenie spowodowane jest raczej brakiem czasu aniżeli lenistwem. Powoli zaczynam wtapiać się w australijską rutynę. Traktuję to miejsce bardziej jako swój dom aniżeli egzotyczne miejsce, w którym przyszło mi stacjonować.

Pierwszy miesiąc za mną, czyli wszędzie dobrze gdzie nas nie ma

Dziś mija dokładnie miesiąc od mojego przylotu do Sydney. Fajnym nawiązaniem do tego momentu jest wróżba, jaką zrobiłam dziś przy Operze: stajesz przed ścianą LED, na której z dużą prędkością wyświetlają się różne hasła. To które pojawi się na zrobionym zdjęciu jest Twoim hasłem przewodnim.

Co lubię w Sydney?

Ostatnio pisałam o tym za czym tęsknie przebywając w Australii. Dla równowagi postanowiłam skupić się na rzeczach, które ułatwiają życie tutaj. Nie będę po raz kolejny rozpisywać się o życzliwości, palmach i koalach, ale skoncentruję się na bardziej przyziemnych sprawach.

Może zawsze trzeba najpierw przejść przez piekło …

Brzmi złowrogo chociaż wcale tak nie jest 🙂 Miałam dziś delikatną wymianę zdań z moją agencją wynajmującą mieszkania, zatem pomyślałam sobie że jest to dobry moment żeby poruszyć temat powracający niczym bumerang (że tak pozostanę w australijskich klimatach ;-)) i związany z rewolucją jaką jest niewątpliwie wywrócenie swojego życia do góry nogami (dosłownie i w przenośni biorąc pod uwagę położenie geograficzne).

Za czym tęsknię?

Mówi się, że pobyt w Australii można podzielić na trzy etapy: fascynacja, burza mózgów na temat tego co dalej i … decyzja o pozostaniu tutaj. Ja mam już pewien zarys tego co dalej, ale nie chcę uprzedzać faktów. Pewnym jest natomiast to, że twardo obiema nogami stąpam sobie po etapie nr 1. Chociaż jak słyszałam od tubylców, że pierwsze miesiące tutaj to totalny chaos, wariackie papiery i tak naprawdę w przyszłości niewiele się z tego okresu pamięta. Nic to. Póki co się fascynuję, jak na książkowy przykład imigranta przystało.

Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna

Kolejny krok za mną ! Byłam dziś na pierwszej w mojej karierze australijskiej rozmowie kwalifikacyjnej ! Zaczęłam z grubej rury – agencja eventowa. Jak fantastyczna albo beznadziejna bym nie była, już wiem, że na pewno nie dostanę tej pracy (full time job na który nie mogę sobie pozwolić ze względu na szkołę) ale doświadczenie przednie !

Człowiek człowiekowi człowiekiem

Mamy godzinę 2 w nocy. Australia Day dobiegł końca, chociaż patrząc na ruch i gwar na ulicach chyba tylko w teorii 🙂 Właśnie mija kolejny tydzień mojego wywrotu do góry nogami (dosłownie i w przenośni), zatem pora na krótkie podsumowanie.

Back to school

Dziś po raz kolejny zasiadłam w szkolnej ławie. Opisując pierwszy dzień zajęć nie wzniosę się na poetyckie wyżyny, nie sięgnę po porównania, opisy i metafory godne największych polskich wieszczy. Napiszę tylko jedno. Było zajebiście ! Przez milion lat nauki w Polsce nie spotkałam się z tak wyluzowanymi, otwartymi i sympatycznymi wykładowcami. Od ciągłego śmiechu rozbolał mnie brzuch a makijaż zeskrobuję właśnie z kolan.

No worries, czyli komunikacja miejska w Sydney

Dzień dobry. Mamy godzinę ósmą rano a ja powoli zaczynam czuć się zwycięzcą w starciu jetlag vs Zawiasa. W związku z powyższym w dniu wczorajszym dokonałam pierwszego nieśmiałego (no dobra, nie było nieśmiałe ;-)) podboju miasta. Jednak bardziej z poziomu lokalsów aniżeli turysty.

Jetlag to morderca! Czyli moje pierwsze chwile w Sydney :-)

Dzień dobry 🙂 Mamy godzinę dziewiątą rano. Niby piękny, gorący poranek, za oknem śpiewają* (? – o tym za chwilę) ptaki a ja mam ochotę wyciągnąć sobie ślepą kiszkę uchem! Jetlag to morderca! 🙂 Nie śpię chyba od momentu mojego przyjazdu do Wawy a głowę rozsadza mi tak, że ból skroni rozprzestrzenia mi się nawet gdzieś w okolice pachwiny.

Trzy, dwa jeden .. GO !

Trzy dni pozostały do mojego wylotu. Gdy emocje związane z otrzymaniem wizy już opadły zastanawiałam się kiedy dopadnie mnie „Reisefieber”. Pewnie na miesiąc przed odlotem – NIC. Może na dwa tygodnie przed odlotem? NIC. W 2017 roku na bank ! NIC. We wtorek o tej porze będę już w samolocie. Zero zdenerwowania, napięcia, niepewności. Zamiast obgryzać paznokcie u stóp wyszukuję w Sydney miejsca w których mogę przedłużyć rzęsy i kupić serki wiejskie (trzeba mieć w życiu priorytety ;-))

Krótki poradnik małego emigranta

Dziś rano automat zasugerował mi, że bardzo brakuje mu moich wpisów. Spełniając jego prośbę postanowiłam wykorzystać chwilę wolnego czasu i popełnić krótką poradnikowo-pamiętnikową notatkę.

Wyjazd do Australii, czyli jak to się robi?

W ostatnim czasie otrzymałam bardzo wiele zapytań o to, na jakiej zasadzie wybywam i jak zorganizowałam sobie wyjazd.

Najłatwiejszą opcją jest uzyskanie wizy studenckiej. Co ważne uprawnia ona do legalnej pracy, co pozwala mieć nadzieję, że na miejscu człowiek nie będzie się musiał odżywiać resztkami wyplutymi przez miejscowe kangury 🙂

Sydney, here I come !

Ostatnio zapowiadałam, że tematyka tego bloga „nieznacznie” się zmieni. Do tej pory przepuszczałam tutaj przez filtr satyry wszystko to, co mnie otaczało. Teraz kiedy przygotowuję się do wyjazdu do Australii postanowiłam przebranżowić to miejsce w podróżniczy pamiętnik. Zanim zacznę wkurzać Was fotami ze słonecznych plaż Sydney 🙂 pokrótce o tym jak wpadłam na pomysł, żeby przenieść się na drugi koniec świata.