Po siódme - nie kradnij :-)

Człowiek orkiestra

copywriterSiedzisz samotna w niewielkiej knajpce, sącząc ulubione czerwone wino. Rozglądasz się po niewielkiej, oświetlonej zaledwie kilkoma lampkami sali. Wokół widzisz same zakochane pary, czułe uściski i nieśmiałe pocałunki. Nagle w drzwiach staje on! Przystojny brunet, z kilkudniowym zarostem i najpiękniejszymi oczami na świecie. Natychmiast kieruje się w Twoją stronę, a chwilę później wyciąga dłoń, bez słowa prosząc Cię do tańca. Zaskoczona dajesz się porwać coraz szybszej i głośniejszej muzyce. Zrzucasz szpilki i oboje wskakujecie na stół. Czujesz jak wino uderza Ci do głowy, tracisz równowagę i spadasz w dół boleśnie uderzając o podłogę. Otwierasz oczy i … budzisz się na podłodze obok swojego łóżka.

No jasne! To zbyt piękne by było prawdziwe. Ale przynajmniej nie wstałam lewą nogą - obolała podnosisz się niezdarnie z dywanu, masując prawe kolano.

Dziś zasada pobudki prawą nogą zdecydowanie się sprawdza. W piekarni, w której kupujesz pieczywo na śniadanie, nie ma kolejki, autobus wyjątkowo przyjeżdża o czasie, a korki wydają się być zdecydowanie mniejsze niż zazwyczaj

Do biura przychodzisz zatem pół godziny przed czasem. Zadowolona zdajesz sobie sprawę, że dziś spokojnie zdążysz wypić poranną kawę, zanim zaczniesz przygotowywać się do porannego spotkania. Nic bardziej mylnego. Szef, który znanym mu tylko sposobem z drugiego końca budynku odnotował Twoją obecność, postanowił uraczyć Cię szybką korektą przygotowywanego właśnie kontraktu.

- Świetnie, że jesteś. Zostawiłem Ci na biurku draft tej umowy z prawnikami. Nie jestem przekonany, co do warunków zerwania kontraktu. Rzuć na to okiem.

- Chętnie, ale najwcześniej po południu. Za godzinę zaczynam spotkanie, a chciałam jeszcze przejrzeć notatki.

- To tylko pięć minut. Potrzebuję umowę na wczoraj, a chcę żeby była dopieszczona do granic możliwości. Kto jak nie Ty da radę? Jesteś przecież najlepsza – przełożony doskonale wie, jak połechtać Twoje ego.

I chociaż wiesz, że robi to z premedytacją, Ty nadal nabierasz się na te jego sztuczki, okraszone komplementami z najwyższej półki i uśmiechem, jeśli nie rodem z Hollywood, to przynajmniej z reklamy pasty do zębów.

W pośpiechu siadasz zatem do biurka. Szybko wertujesz kolejne kartki, nanosząc poprawki. Po trzech minutach podbiega do Ciebie koleżanka z działu, która nie może poradzić sobie z rozliczeniem.

- Jeśli tego nie ogarnę stary urwie mi łeb. Już wczoraj mówiłam mu, że za pięć minut kończę, a tak naprawdę jestem w ciemnej, no wiesz …. Błagam rzuć okiem, dlaczego te cholerne cyferki nie chcą się zgadzać, chociaż sprawdzałam wszystko piętnaście razy – Jolka cała czerwona na twarzy, z prędkością karabinu maszynowego przekazuje Ci całą serię informacji na jednym wdechu.

Z drżącego głosu koleżanki wnioskujesz, że sprawa jest na tyle pilna, że jeśli rozliczenie nie pójdzie faxem za 5 min, odetną Wam prąd, gaz, dostawę świeżej kawy, a co gorsze w ramach protestu „pan kanapka” nie odwiedzi Was przez kolejny miesiąc. Ratujesz więc świat i podliczasz szybko wszystkie zaległości.

- Jesteś najlepsza. Bez Ciebie ta firma dawno by padła – Jolka uśmiechnęła się szeroko, biegnąc w stronę faxu.

- Gdybym dostawała 10 gr za każdym razem gdy to słyszę, właśnie wybierałabym kolor płytek łazienkowych w moim hiszpańskim domku letniskowym. A tak, muszę cisnąć się w niewielkiej kawalerce rodem z PRLu - wzdychasz sama do siebie.

Kontrakt musi poczekać, bo właśnie zaczynasz spotkanie.

Godzinę później…

Kiedy zamierzasz do niego ponownie przysiąść, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przy Twoim biurku zjawia się praktykantka. Nowa nie mówi po francusku, a Ty nim świetnie władasz. Jesteś więc jedyną osobą, która może odpowiedzieć na mail od kontrahenta z Paryża. W momencie, w którym udało Ci się wcisnąć przycisk „wyślij” szef prosi Cię o ….. Tu pojawia się lista „to do” do załatwienia na wczoraj. Dwoisz się i troisz, zastanawiając się, czy film „Diabeł ubiera się u Prady” nie został przypadkiem nakręcony na podstawie historii Twojego życia. Kiedy późnym popołudniem szczęśliwa z faktu, że udało Ci się nagiąć czasoprzestrzeń i doprowadzić wszystkie sprawy do końca osuwasz się na fotel, do Twojego gabinetu wchodzi szef. Spogląda na niedokończony kontrakt i beznamiętnie stwierdza, że opuszczasz się w pracy. Jesteś totalnie niezorganizowana skoro nie potrafisz znaleźć czasu na skorygowanie kilku zdań. Chcesz mieć coś zdobione dobrze, zrób to sam – słyszysz oddalający się szorstki głos przełożonego.

Chociaż zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa, podobne przygody w pracy na etacie spotykały mnie nie raz. Wy też macie podobne doświadczenia?

Leave a comment

Szanowny internauto, chcę Cię poinformować o wszystkich przepisach wchodzących w życie 25 maja 2018 roku wynikających z RODO w taki sposób, żebyś w pełni świadomie i komfortowo mógł korzystać z mojej strony. Używam też plików cookie, aby umożliwić działanie podstawowych usług w ramach mojej witryny internetowej i aby zbierać dane dotyczące sposobu, w jaki odwiedzający korzystają z tej strony i moich usług. Klikając przycisk Akceptuj zgadzasz się na to, abym korzystała z tych narzędzi na potrzeby reklamowania, analizowania i pomocy technicznej. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close