Po siódme - nie kradnij :-)

Jak zostać freelancerem?

To pytanie w ciągu ostatnich dni usłyszałam kilkukrotnie. Uznałam, że to doskonała okazja do napisania tego posta, przybliżenia Wam mojej historii, jak również udzielenia kilku wskazówek jak zacząć, wynikających z własnego doświadczenia.

Czy każdy może zostać freelancerem?

Zdecydowanie nie. To oczywiście moje subiektywne zdanie, ale kiedy słyszę opnie znajomych o nich samych, typu „samodyscyplina nie jest moją mocną stroną”, albo „ze względu na poczucie bezpieczeństwa nie porzucę etatu chociażby mnie pejczem tłukli”, wiem że taki styl życia nie jest dla nich.

Ja od zawsze byłam wolnym duchem. Pierwszym tatuażem, jaki chciałam zrobić w wieku nastu lat był napis „freedom”. Co prawda zamiast niego pojawiły się „nowonarodzona” (dla wtajemniczonych sajgonki za 2,5 ;)) oraz „carpe diem”, ale ta potrzeba odczuwania i dawania innym wolności, zarówno w kwestii wyborów, poglądów, a także w aspekcie fizycznym jest u mnie bardzo silnie zakorzeniona.

Nie uznaję autorytetów, co potwierdziła zupełnie nie znana mi grafolożka. Nie lubię jak coś mi się narzuca, a przecież w każdej firmie, w której mamy przełożonego taka sytuacja jest całkowicie normalna. Nawet sztywne ramy czasowe „od do” mnie ograniczają. Bo niby dlaczego mam pisać raport o 9 rano, kiedy większą kreatywnością wykazuję się o 23? O ekstrawertyzmie i niskiej reaktywności nie będę się rozpisywać. Po prostu do życia potrzebuję coraz to nowych bodźców, a stagnacja mnie zabija.

Jak porzuciłam etat?

Wypadkową tych wszystkich czynników było porzucenie ciepłej posady marketingowca. Postawiłam wszystko na jedną kartę i wyjechałam do Australii. Co prawda wcześniej uskuteczniałam już różne podróże małe i duże, jednak tę wyprawę na drugą półkulę, przynajmniej na chwilę obecną, mogę uznać za przygodę życia. Właśnie tam uświadomiłam sobie, że świat jest zbyt piękny, różnorodny i zaskakujący, żeby dać się zamknąć w czterech ścianach. Chociaż po kilku miesiącach powróciłam do Polski, całkowicie przewartościowałam swoje życie.

Mam to szczęście, że los obdarzył mnie paroma talentami: umiejętnością logicznego przelewania myśli na papier oraz kreatywnością, a także cechami, które pozwalają mi na rozwój: upór, samozaparcie, chęć poszerzania wiedzy. Stwierdziłam, że warto przekuć je w osobisty sukces i zamiast co rano biec do biura, rozpoczęłam karierę na własną rękę.

Freelancer: jak to się zaczęło?

Niewinie, nieśmiało, ze strachem z tyłu głowy „co dalej”. Jednak wiara w to, że musi się udać była silniejsza od wszystkich moich obaw. Jak to bywa szewc bez butów chodzi. Będąc copywriterem i web designerem sama korzystałam z jednego z darmowych blogów. Pierwszym krokiem było stworzenie swojej wizytówki w postaci strony internetowej. Potem przyszedł czas na pozyskanie klientów.

Praca zdalna: Jak znaleźć zlecenia?

Odpowiedź jest prosta. Wszystkimi możliwymi kanałami. Uzupełniłam swoje profile zawodowe na portalach typu LinkedIn, dając potencjalnym klientom znać, że jestem marketingowcem do wynajęcia.

Stworzyłam też swoje wizytówki na portalach dla zleceniodawców poszukujących freelancerów typu: freelancer.com. Chociaż korzystane z nich jest darmowe tylko w ograniczonym zakresie, to okazały się fantastycznym źródłem pozyskania klientów. W zasadzie to oni znajdowali mnie. Po prostu mój profil pojawiał się w wynikach wyszukiwania, a nawiązane w ten sposób współprace trwają do dziś.

Niesamowicie pomogli mi również moi przyjaciele i znajomi. Ja „atakowałam” ich wpisami na FB o moich planach, oni wiedząc czym się zajmuję zatrudniali mnie osobiście, podsyłali mi zlecenia swoich znajomych lub po prostu te znalezione przez przypadek w Internecie. Dziś śmiało mogę stwierdzić, że lwia część sieci moich zleceniodawców wygląda w następujący sposób: znajomy znajomego, który dowiedział się od jego znajomego, że współpracuję z jego znajomym. Ot taka freelancerska Moda na sukces ;)

Bardzo często moja współpraca z klientem zaczynała się od małego zlecenia za przysłowiowe 5 zł, a w późniejszym czasie przeradzała się w długotrwałą kooperację.

Ile zarabia freelancer?

Na to pytanie bardzo ciężko jest odpowiedzieć. Wiele zależy od liczby zleceń, naszego cennika i ilości czasu, jaką decydujemy się poświęcić pracy.

Kiedy zaczynałam bywały miesięce, w których nie starczało mi na przysłowiową paczkę wacików. Obecnie mam ten komfort, że nowe zlecenia odrzucam z powodu braku czasu, nie martwiąc się o finanse. Dziś jestem najlepszym dowodem na to, że kiedy robisz to co kochasz pieniądze pojawiają się same. Pełne konto jest tylko „efektem ubocznym” realizowania siebie i spełniania marzeń.

Podsumowując. Jeśli czujesz, że potrzebujesz od życia czegoś więcej, chcesz móc decydować sam o sobie, nie dusząc się w jednym miejscu – zaryzykuj. Determinacją i ciężką pracą możesz osiągnąć wszystko o czym marzysz !

A co zyskujesz pracując na własną rękę? O tym już niedługo w kolejnym wpisie :-)

Comments are closed.

Szanowny internauto, chcę Cię poinformować o wszystkich przepisach wchodzących w życie 25 maja 2018 roku wynikających z RODO w taki sposób, żebyś w pełni świadomie i komfortowo mógł korzystać z mojej strony. Używam też plików cookie, aby umożliwić działanie podstawowych usług w ramach mojej witryny internetowej i aby zbierać dane dotyczące sposobu, w jaki odwiedzający korzystają z tej strony i moich usług. Klikając przycisk Akceptuj zgadzasz się na to, abym korzystała z tych narzędzi na potrzeby reklamowania, analizowania i pomocy technicznej. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close