Po siódme - nie kradnij :-)

Obrażona narzeczona, czyli 5 powodów dla których pracownik porzuca etat

Szum morza, śpiew ptaków, delikatny wiatr muskający nasze ciało. Któż z nas nie chciałby pracować w takich warunkach? Wydawać by się mogło, że to właśnie marzenia (notabene mające niewiele wspólnego z rzeczywistością) o spędzaniu całego dnia na plaży z laptopem na kolanach i drinkiem w dłoni są głównym powodem, dla którego porzucamy pracę na etacie na rzecz freelancerki.

Nic bardziej mylnego. Co ciekawe, nie są to również finanse.  Jasnym jest, że pochwałami nie zapłacimy rachunków a uznaniem szefa nie wykarmimy rodziny.  Jeśli jednak w obecnej pracy wszystkie puzzle układają się w zadowalającą całość, aspekt finansowy nie będzie miał kluczowego znaczenia. Cóż zatem sprawia, że decydujemy się złożyć wymówienie?

W ostatnim czasie przeprowadziłam kilka rozmów z osobami, które postanowiły rozpocząć pracę na własny rachunek. Poproszone o wymienienie przyczyn leżących po stronie firmy i/lub pracodawcy, które utwierdziły  je w słuszności podejmowanej decyzji, ani razu nie wymieniły argumentu niskiego wynagrodzenia. Jakie powody zatem usłyszałam?

1. Histeryczny spacer po linie, czyli brak równowagi ...

… pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Nie oszukujmy się, nadgodziny zdarzają się wszędzie. Zbliżające się deadline’y, dodatkowy projekt, choroba współpracownika czy  złośliwość rzeczy martwych czasami wymuszają na nas konieczność  pozostania w biurze dłużej niż zazwyczaj. Jeśli jednak takie sytuacje są nagminne, coś w nas pęka. Cóż z tego, że możesz uraczyć się darmową kawą, a nawet kilkoma hektolitrami biorąc pod uwagę fakt, że pewnie spędzisz w pracy jeszcze kilka godzin. Na nic tłumaczenia samemu sobie, że to może nawet lepiej, bo uda Ci się ominąć korki. Nadgodziny są trochę jak pomieszanie kefiru ze śliwkami. Mała ilość nie szkodzi, duża powoduje … wiadomo!

Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, jeśli przełożony wydzwania do nas w czasie wolnym od pracy, czy to podczas weekendu czy urlopu. I  jak tu wyjaśnić małżonce, że nie pójdziecie na romantyczną kolację do tej małej smażalni we Władysławowie, bo ty musisz koniecznie dokończyć ten cholerny projekt? Tak, tak! Ten sam przez który w zeszłym tygodniu nie poszliście do kina. I zamiast przegryzać dorsza oblepiongo nadmorskim piaskiem, Ty  znów zagryzasz zęby, nerwowo stukając w klawiaturę.

2. Matrixowy przełożony

Co prawda nie nosi czarnego płaszcza i nie zażywa dziwnych pigułek (chyba), Tobie jednak coraz częściej wydaje się, że Twój szef ma coś wspólnego z Matrixem. Odnosisz wrażenie, że żyje w dwóch rzeczywistościach, które nie do końca są ze sobą połączone. Bo jak wytłumaczyć fakt, że od tygodnia zawalasz nocki (patrz punkt 1), aby rozwiązać problem, który pojawił się podczas implementowania nowego rozwiązania IT dla Twojego klienta, a tu nagle przełożony podsuwa Ci najprostsze rozwiązanie, jednocześnie zastanawiając za co Ci płaci, skoro sam nie umiesz wpaść na tak oczywistą oczywistość. Cóż z tego, że kilka dni temu, sam przyznał, że jest to niemożliwe, bo … i tu wylała się długa lista argumentów. I nawet nie próbujesz już wyjaśniać, że przecież taka rozmowa się odbyła. Kilku innych też przecież nie zapamiętał.

Kiedy przełykasz gorzki smak niezrozumienia otrzymujesz złowrogiego maila o treści „musimy porozmawiać”. (Tak! Na końcu jest złowroga  kropka nienawiści). W gabinecie zastajesz szefa, który z posępną miną przegląda intranet. Słysząc pytanie dlaczego zmieniliśmy system przyjmowania wniosków urlopowych na tak mało „user friendly” zaczynasz rozglądać się dookoła czekając, aż zza kotary wyskoczy ekipa TVN z radosnym hasłem na ustach „mamy Cię”. Bo jak wytłumaczyć fakt, że ten system działa od dawna. Co więcej, pojawił się przed Tobą. Ba! Pewnie nawet przed sprzątającą Panią Halinką, która wydaje się pracować w tym biurowcu od zawsze. Ostatnio nawet wspominałeś szefowi, że chcesz go unowocześnić, jednak usłyszałeś, że nie ma takiej potrzeby, bo przecież działa całkiem dobrze. No więc, gdzie ta kamera i kwiaty? Niby śmiesznie, ale nie tak do końca, bo zdajesz sobie sprawę, że Twoja praca, pomysły i to co masz do powiedzenia mało kogo obchodzi a CEO zamiast być cesarzem motywacji zdaje się gubić w swoim własnym królestwie. I nieistotne jest to, czy przełożony jest zabiegany, rozkojarzony, ma na głowie setki projektów lub po prostu nie nadaje się na szefa. Nie ważne jaka jest tego przyczyna.  Niedocenienie boli.

3. Obrażona narzeczona

Co najczęściej możemy usłyszeć od naszej śmiertelnie obrażonej ukochanej na pytanie „co się stało?” Oczywiście – domyśl się ! Jak się okazuje nie tylko kobiety (przepraszam koleżanki, nie generalizuję ;-)), ale również przełożeni mają tendencję do zabawy w zgadywanki.

Wyobraź sobie, że na Twoim biurku z hukiem ląduje opasła księga zawierająca plan wdrożenia  kampanii dla nowego klienta.  Szef przez zęby cedzi, że to są jakieś jaja a na pytanie co się stało słyszysz złowrogie „domyśl się”. W pocie czoła wertujesz zatem projekt kartka po kartce a niczego nie znajdując próbujesz nawet czytać wspak. Po godzinnie poddajesz się i idziesz do przełożonego, nieśmiało sugerując, że wszystko jest w porządku, zatem czekasz na uwagi. W odpowiedzi dostajesz nakaz ponownego przejrzenia projektu. Starasz się wyjaśnić nieporozumienie, jednak szef przerywa Ci w połowie zdania. Widząc wściekłość malującą się na jego twarzy, szybko wracasz na swoje miejsce.  I tym razem nic nie znajdujesz. Twój pryncypał wyprowadzony z równowagi łaskawie oznajmia Ci, że całkowicie pomyliłeś budżet. Tłumiąc w sobie emocje, oscylujące pomiędzy gniewem a rozpaczą, spokojnie tłumaczysz, że wczoraj klient zatwierdził nowy budżet (Ty nie masz obowiązku informować o tym szefa). Umęczony jak koń po westernie opuszczasz nieprzyjazny open space, zastanawiając się ile jeszcze razy w życiu będziesz musiał bawić się we wróżbitę. Wystarczyłoby jedno zdanie, krótkie napomknięcie o cyferkach a szef i Tobie i sobie zaoszczędziłby wielu nerwów. Ale po co ułatwiać sobie życie? Ten typ po prostu tak ma …

4. Człowiek orkiestra

Przychodzisz do biura pół godziny przed czasem. Zadowolona myślisz, że dziś spokojnie zdążysz wypić kawę zanim zaczniesz przygotowywać się do porannego spotkania. Nic bardziej mylnego. Szef, który tylko jemu znanym sposobem odnotował Twoją obecność z drugiego końca budynku, postanowił uraczyć Cię szybką korektą przygotowywanego właśnie kontraktu. Na nic Twoje tłumaczenia, że niedługo masz ważny meeting. Przecież, jesteś najlepsza! Kto jak nie Ty da radę! Z połechtanym ego zasiadasz do biurka.

Po trzech minutach podbiega koleżanka z działu, która nie może poradzić sobie z rozliczeniem. Sprawa jest na tyle pilna, że jeśli faktura nie pójdzie faxem za 5 min, odetną Wam prąd, gaz, dostawę świeżej kawy a co gorsze w ramach protestu „pan kanapka” nie odwiedzi Was przez kolejny miesiąc. Ratujesz więc świat i podliczasz szybko wszystkie zaległości. Kontrakt musi poczekać, bo właśnie zaczynasz spotkanie. Kiedy zamierzasz do niego ponownie przysiąść, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przy Twoim biurku zjawia się praktykantka. Zrozpaczona dziewczyna gubi się w gąszczu cyferek, zatem Ty jako etatowy bohater musisz uratować tą zbłąkaną duszę. W momencie, w którym zapisujesz ostatnią cyfrę szef prosi Cię o ….. i tu pojawia się lista „to do” do załatwienia na wczoraj. Dwoisz się i troisz, zastanawiając się, czy film „Diabeł ubiera się u Prady” nie został przypadkiem nakręcony na podstawie historii Twojego życia. Kiedy późnym popołudniem szczęśliwa z faktu, że udało Ci się nagiąć czasoprzestrzeń i doprowadzić wszystkie sprawy do końca osuwasz się na fotel, do Twojego gabinetu wchodzi szef. Spogląda na niedokończony kontrakt i beznamiętnie stwierdza, że opuszczasz się w pracy. Jesteś totalnie niezorganizowana skoro nie potrafisz znaleźć 5 minut na skorygowanie kilku zdań. Na nic zdają się być tłumaczenia, że dziś przecież dopięłaś XXX i nadrogramowe YYY. Chcesz mieć coś zdobione dobrze, zrób to sam – słyszysz oddalający się szorstki głos przełożonego.

5. zaAWANSowane kumoterstwo

Kiedy rozpoczynałeś pracę w obecnej firmie perspektywa awansu roztaczała się przed Tobą niczym widok porośniętych krokusami hal ze szczytu Gubałówki.  Jednak szybko okazało się, że łatwe do pokonania szczebelki kariery zamieniły się w strome i grożące zawaleniem schody rodem ze średniowiecznego, upiornego zamczyska. Wszystko za sprawą tego jegomościa. Niezbyt rozgarnięty, kreatywność i własną inicjatywę zdaje się omijać szerokim łukiem. Mimo wszystko w krótkim czasie to właśnie on dostaje stanowisko, na które Ty tak ciężko pracujesz od lat. To chyba jakaś fatalna pomyłka. Przecież fakt, że z Twoim przełożonym wychowali się na jednym podwórku i przez lata razem zasiadali w szkolnej ławie nie może mieć znaczenia? Nie, na pewno nie !

Być może powyższe historie zdają się być grubo przerysowane, jednak odzwierciedlają one realne sytuacje, które na co dzień zdarzają się w niejednym biurze i z którymi z pewnością wielu z Was miało styczność.

Wsłuchując się w powyższe historie na myśl przyszedł mi poniższy apel:

Szefowie, spieszcie się kochać dobrych pracowników. Tak szybko odchodzą ;)

foto:pixabay.com

[fblike]

Leave a comment

Szanowny internauto, chcę Cię poinformować o wszystkich przepisach wchodzących w życie 25 maja 2018 roku wynikających z RODO w taki sposób, żebyś w pełni świadomie i komfortowo mógł korzystać z mojej strony. Używam też plików cookie, aby umożliwić działanie podstawowych usług w ramach mojej witryny internetowej i aby zbierać dane dotyczące sposobu, w jaki odwiedzający korzystają z tej strony i moich usług. Klikając przycisk Akceptuj zgadzasz się na to, abym korzystała z tych narzędzi na potrzeby reklamowania, analizowania i pomocy technicznej. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close