Po siódme - nie kradnij :-)

Rejs z YACHTIC i MINIOMKAMI, czyli zawsze jest jakieś „ALE”

Od niezapomnianego rejsu u wybrzeży Chorwacji minęły już prawie dwa miesiące. Emocje opadły, każdy podzielił się swoimi spostrzeżeniami, a dziś kiedy po powrocie wszyscy wdepnęliśmy już obiema nogami w szarą rzeczywistość, ja korzystając z wolnego popołudnia, postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze i znaleźć wszystkie mankamenty tego wyjazdu.

Znacie ten moment kiedy wracacie z urlopu i znajomi zaczynają wypytywać o to jak było? Odpowiadamy, że pogoda super …. ALE jedzenie mogłoby być lepsze. Widoki świetne … ALE podróż męcząca. W zasadzie zawsze pojawia się jakieś ALE. Jak było przypadku wypadu do Chorwacji i co stanowi moje ALE? O tym poniżej.

W pierwszej kolejności musimy zastanowić się, jak skategoryzować te wszystkie „ALE”.

Chorwacja: ludzie

Nad Adriatyk wyruszałam z zupełnie obcymi osobami. Różne charaktery, doświadczenia, przyzwyczajenia i tak mała powierzchnia. Mogło zatem wydarzyć się wszystko. Dowody na to, że będzie w porządku dostałam jeszcze w Polsce.

Wyjazd busem mamy zaplanowany na 21:00. Kilka minut przed czasem pojawiam się w umówionym miejscu. Pada deszcz, jest ciemno i ani jednej żywej duszy. Dzwonię więc do Damiana - połowy miniomkowego duetu i naszego kierowcy w jednym.

- To Ty nic nie wiesz? Wyjazd jest odwołany – słyszę w słuchawce.
Oho! Czarny humor i sarkazm. Jest dobrze! – pomyślałam.

Chwilę później podjeżdża samochód. Wera i Damian witają się ze mną jak ze starą znajomą. Uściski, pozdrowienia, mega dużo pozytywnej energii. Mija kilka minut i pojawiają się Wojtek z Crolove, Michał oraz Nikolina. Podróż mija nam na wzajemnym poznawaniu się, rozmowach o wszystkim i o niczym. Dogadujemy się, jakbyśmy znali się przynajmniej z przedszkola z grupy starszaków :-)

Na miejscu dołączają do nas Ola i Marek, czyli Bałkany wg Rudej, a także najlepsza z możliwych reprezentacja Yachtic'a, czyli Jaco i Grześ oraz kapitan Marek.

O tym jak cudowną ekipę stworzyliśmy po raz setny pisać nie będę. Przytoczę tu tylko małe podsumowanie z FB:

W Chorwacji spotkało się 11 osób, które wcześniej się nie znały (z małymi wyjątkami). Choć różniło nas prawie wszystko: od doświadczenia po wiek, to od pierwszej chwili udało nam się nawiązać niesamowitą więź. Niewiarygodne, jak dobrze i swobodnie można czuć się wśród ludzi, których dopiero co się poznało. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że udało nam się stworzyć jedyny w swoim rodzaju dream team !

Swój do swego ciągnie. To nie tylko wyświechtane hasło! To szczera prawda, o czym przekonałam się już nie raz!

Marek - najlepszy kapitan świata, który odkrywał przed nami uroki żeglowania
Jacek - chodząca encyklopedia jachtingu, człowiek orkiestra, z zapałem i poświęceniem ratujący ginące pandy (kto był ten wie ;-) )
Grzegorz – nasz osobisty Ed Sheeran, niby rudy, niby kaleka, ale dał radę! ;) Człowiek renesansu „krawaty wiąże, usuwa ciąże” … i gada więcej niż ja – wiem niemożliwe ! ;-)
Nikolina - moja Halinka, z którą dzieliłam dosłownie wszystko: począwszy od kajuty poprzez krewetkowe połowy, na planach na przyszłość kończąc – law ju!
Weronika - chodzący wulkan pozytywnej energii, moja inspiracja do spełniania marzeń !! <3
Damian - Yyyyhhhmmmm i chyba więcej nic nie powiem ;-)
Olka - moja cudowna "współtłumaczka" szant na język migowy ;-)
Marek - niezmordowany towarzysz śpiewania i rozmów na szczycie do białego rana
Wojciech - kopalnia wiedzy o Chorwacji, moje guru SEO :)
Mike – Nasze randez vous ;-)

Chorwacja: pogoda

Skoro ludzie dopisali, to może pogoda spłatała figle i było fajnie ALE piździło? Nic bardziej mylnego! Podczas gdy polska aura prezentowała swoje najgorsze oblicze, Chorwacja przywitała nas pięknym słońcem i być może nie tropikalną, ale całkiem przyjemną temperaturą. Co prawda po przyjeździe nie rozstawaliśmy się z ciepłymi bluzami, a wypływając z portu nasuwaliśmy na głowy kaptury, to kolejne dni rozpieszczały nas iście wakacyjną aurą, podczas której sprawdzały się wyłącznie krótkie szorty i skąpe bikini :-)

Niedogodności podczas rejsu

No dobra! Ludzie fajni, pogoda super, to może chociaż za ciasno, za tłoczno, albo inne „za”?

Ktoś, kto nigdy nie był na rejsie, może mieć różne obawy związane z tym, jak odnaleźć się na jachcie, jak wygląda typowy dzień spędzony na lub pod pokładem, jak poradzić sobie ze zwykłymi czynnościami, m.in. gotowaniem, myciem, wizytami w toalecie.

Powiem Wam jedno! Wszelkie niepokoje i wątpliwości zakopcie głęboko w ogródku i przysypcie toną ziemi! Odkrywanie uroków życia na jachcie było dla nas niezwykłą zabawą i źródłem niekończących się wybuchów śmiechu. Bo kiedy ostatnio mieliście okazję przejść szkolenie z zakresu obsługi toalety? Kiedy dopiero po trzech dniach pobytu w jakimś miejscu odkryliście, że ma ono prysznic? Kiedy po ilości machnięć pompką zgadywaliście czy ktoś poszedł do WC na jedynkę czy dwójkę? Kiedy podczas przechyłów zapierając się rękami i nogami odpalaliście piekarnik? Takich „kiedy” mogę wyliczać bez końca, a jeśli Wasza odpowiedź brzmi "nigdy", po prostu choć raz w życiu musicie wybrać się w rejs i przekonać się, jaką może być niesamowitą przygodą!

Chorwacja: jedzenie

Skoro wszystko do tej pory grało, to może jedzenie było do kitu?

Abstrahując od tego, że jestem wszystkożerna i wciągnę cokolwiek wrzucą mi na talerz (oprócz brukselki!), to stwierdzam jedno … jedzenie w Chorwacji jest przepyszne! Niezależnie od tego, czy jesteście fanami pizzy, która nad Adriatykiem smakuje wyśmienicie, czy zajadacie się owocami morza (którym mogłabym poświęcić osobny wpis), to na pewno nie będziecie zawiedzeni. Chociaż zdaję sobie sprawę, że podczas tygodniowego pobytu mogłam jedynie spróbować kropli w morzu chorwackich przysmaków, to niebiańskie spaghetti z krewetkami, cudowne, świeże ryby czy niesamowite Ćevapčići dają mi obraz tego, jak świetna jest lokalna kuchnia.

p.s. nawet pomidorówka w przydrożnym barze dała radę ! ;)

Chorwacja: widoki

Wszystko było perfekcyjnie, ALE widoki nie zachwyciły. Nic z tych rzeczy! Nie tylko zachwyciły, ale po prostu zapierały dech w piersiach. Rejs jachtem dał nam cudowną okazję do tego, aby codziennie odwiedzić nowe miejsca. I tak na Wyspie Żirje podziwialiśmy bizantyjskie ruiny, na Vrulje majestatyczny zachód słońca, a w Parku Telašcica imponujące klify.

W związku z powyższym nie mogliśmy narzekać na nudę. Spacery po wyludnionych miejscach przeplataliśmy z wieczornymi wypadami do tętniących życiem restauracji, a strome wspinaczki z długimi spacerami po Sali.

Rejs w Chorwacji: wspomnienia

Wielokrotnie pisałam o tym, że moją chorwacką przygodę zapamiętam do końca życia. Była idealna w każdym calu, każdej minucie i mili morskiej. Zamykają ją w klamrę dwa cudowne momenty, będące wisienką na rejsowym torcie: pierwszego dnia nieziemski wręcz zapach kawy o poranku w Marinie Mandalinie, a ostatniego fantastyczny gest Oli i Michała, którzy znając moje wypaczenia na temat Piątnicy, w lokalnym sklepiku kupili mi serek wiejski ! <3

Czy w związku z powyższym udało mi się znaleźć jakieś ALE? Tak. Rejs był niezapomniany, ALE za krótki ! :-)

foto: Grzegorz Yachtic, Miniomki, ja

2 thoughts on Rejs z YACHTIC i MINIOMKAMI, czyli zawsze jest jakieś „ALE”

Leave a comment

Szanowny internauto, chcę Cię poinformować o wszystkich przepisach wchodzących w życie 25 maja 2018 roku wynikających z RODO w taki sposób, żebyś w pełni świadomie i komfortowo mógł korzystać z mojej strony. Używam też plików cookie, aby umożliwić działanie podstawowych usług w ramach mojej witryny internetowej i aby zbierać dane dotyczące sposobu, w jaki odwiedzający korzystają z tej strony i moich usług. Klikając przycisk Akceptuj zgadzasz się na to, abym korzystała z tych narzędzi na potrzeby reklamowania, analizowania i pomocy technicznej. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close