Po siódme - nie kradnij :-)

Rekin i kaszanka, czyli Janusz z Grażyną nad morzem

Co roku niezmiennie o tej samej porze
Grażyna z Januszem ruszają nad morze

W Seicento upchana już cała rodzina
Gdy korek się nagle pod Łodzią zaczyna

W Grażynie już z nerwów krew w żyłach buzuje
Gdy Janusz napomknął że klima się psuje

We fiacie królują przegniłe zapachy
Ich źródłem jak zwykle kędziory spod pachy

Choć żar z nieba leci w skarpecie wciąż stopa
A na niej przywdziany też klapek kubota

Dziś ofiarą mody jest również Grażyna
Bo szew od leginsów jej w zadek się wrzyna

Po męki i znoju godzinach tak wielu
Grażyna z Januszem dotarli do celu

Pobiegli na plażę by zażyć kąpieli
Lecz chyba jednego to nie przewidzieli

Bo widok zastali co najmniej do kitu:
Na metr kwadratowy dwadzieścia ręczników

Marzyli by trafić do pustego raju
A czuli się prawie jak w centrum Szanghaju

Jeden człowiek włazi na drugiego człeka
Ktoś po cichu pierdzi, inny głośno beka

Janusz po tubylcach depcze niewzruszony,
Szybko odnajdując miejscówkę dla żony

Chociaż dużo miejsca jednak wali gnojem
Bo się rozłożyli zaraz pod toi toiem

Granżynka opala swój płaściutki brzuszek
W który się wpatruje kolonia z Koluszek

Janusz za to leży gdzieś na śmieci kupie
Czując tonę piasku w swojej bladej pupie

Nagle ową pupę zabrał wprost do wody
Jak powiedział żonie niby dla ochłody

Nie przewidział jednak tak zimnego morza
Które mu skróciło w mig jego węgorza

Gdy wychodził z wody w stanie rozdrażnienia
Stając na meduzę doznał poparzenia

Przytłoczony wielce tymi atrakcjami
Postanowił znaleźć gdzieś sklep z pamiątkami

Nad morzem „must have’m” jest cukrowa wata
A także ciupaga z napisem „Jurata”

Nakupił pocztówek, z bursztynów guziczki
A także badziewne ze trzy zapalniczki

Figurka z muszelek jest naprawdę fajna
Lecz czemu do diaska to jest „mejdinczajna” ?

W około golizna więc konar wciąż płonie
I tak sobie Janusz przypomniał o żonie

Popędził na plażę, a tu niespodzianka
Grażyna zjarana jak stara kaszanka

W hotelu maślanką otulał jej ciało
Gdy nagle mu marszem po kiszkach zagrało

Zostawił Grażynkę w okropnej męczarni
I pobiegł czym prędzej w kierunku smażalni

Już z głodu po brodzie pociekła mu ślina
Zamówił więc wielki kawałek rekina

Przez rok calusieńki oszczędzał na lato
Więc niechaj tym razem jest lunch na bogato

Po pierwszym już gryzie nasz Janusz nie może
Bo rekin mu śmierdzi jak gówno w oborze

I frytki też spisał chłopina na straty
Bo oprócz oleju był piach w nich z Juraty

Ten olej w smażalni to nie był w porządku
Bo nagle Janusza skręciło w żołądku

Gdy Grażyny ciało niezmiennie wciąż płonie
On resztę wakacji przesiedział na tronie

Lecz w sumie wielkiego to nic się nie stało
Bo od tego czasu to codziennie lało :-)

grafika: pxhere.com

Leave a comment

Szanowny internauto, chcę Cię poinformować o wszystkich przepisach wchodzących w życie 25 maja 2018 roku wynikających z RODO w taki sposób, żebyś w pełni świadomie i komfortowo mógł korzystać z mojej strony. Używam też plików cookie, aby umożliwić działanie podstawowych usług w ramach mojej witryny internetowej i aby zbierać dane dotyczące sposobu, w jaki odwiedzający korzystają z tej strony i moich usług. Klikając przycisk Akceptuj zgadzasz się na to, abym korzystała z tych narzędzi na potrzeby reklamowania, analizowania i pomocy technicznej. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close